✍
- Przegląd Mass Effect 3
- Przegląd TESV Skyrim
Za darmo Za złotówki 11.4.2012

Avast, opis, źródło:
"avast! Free Antivirus (dawniej avast! Home Edition) to niezwykle popularny, darmowy program antywirusowy. Zabezpiecza komputer przed szkodliwym oprogramowaniem podczas codziennej pracy – wysyłanie/odbieranie wiadomości e-mail, rozmowy za pośrednictwem komunikatorów czy też przeglądanie stron internetowych.

Podobnie jak wiele płatnych, komercyjnych programów antywirusowych również avast! Free Antivirus oferuje ochronę komputera w czasie rzeczywistym i funkcję automatycznego pobierania definicji wirusów. Jest to niezwykle istotne, ponieważ tylko aktualna baza sygnatur wirusów (aktualizowana często nawet kilka razy dziennie) może zapewnić nam maksymalne poczucie bezpieczeństwa.
"
alt
.

Za darmo, Za złotówki - ZAŁÓŻ KONTO! Po co? Po to: "150 107 324 aktywnych użytkowników i wciąż dołączają nowi".

Moda na zakładanie kont brnie dalej w stronę marketingu. Czy naprawdę zwykły użytkownik sieci, który chce po prostu spokoju, musi być dręczony przez wirusy i twórców antywirusów? Musi, ktoś na tym zarabia, jak zwykle.
Komentarze [0]Ifrexalis

Przegląd Mass Effect 3 13.3.2012
Przegląd nie jest obiektywny. Jest całkowicie subiektywny, jako, że włożyłem w niego, to co sam zobaczyłem, to co sam poczułem. Nawet nie starałem się stawać tutaj pośrodku, nie jestem na tyle dobry. Ponadto spora jego część zawiera tzw. spoilery. To jest dla osób, które albo poznały, albo nie będą poznawały sagi. Powód takiej formy jest prosty: jest to rozprawienie się miłośnika serii, z nią samą.

me3logo


"Mass Effect 3" nie jest grą przeznaczoną dla gracza, który nie poznał dwóch poprzednich części - po prostu nie jest. To kwestia poznawcza fabuły, wszechświata przedstawionego; nie ogarniając losów głównych postaci i zarysu sytuacji, nie odnajdziemy w "trójce" tego co pozwoli na śmiałe zbudowanie własnego zdania o serii. I dlatego też, w założeniach przewidywano, pewne ograniczenia dla osób, które zakupiły najnowszą część, ale nie miały żadnego doświadczenia z poprzedniczkami. Te ograniczenia ostatecznie usunięto, uznano zapewne, że ideologia nie przyniesie odpowiednich dochodów, co jakby nie było w branży deweloperskiej i wytwórczej jest bardzo ważne, celem dalszego istnienia na rynku. Konkludując, twórców nie zainteresowała kwestia, do kogo produkt powędruje, czy będzie spełniał swoje zadanie pieczętowania całej historii, czy też stanie się kolejną krótką opowieścią 'o walce dobra z arogancją i ignorancją'. W moim przekonaniu, udało się osiągnąć ten efekt - mamy kolejną grę, która nie poszybowała wyżej od innych.

Fabuła.
Nie ma nic ważniejszego w pracy ludzkiej od elementu, który ja nazywam "magią". Ten element sprawia, że praca, której efekty poznajemy, zdumiewa nas swoim rozmachem, zaprasza do eksplorowania, zaciekawia - wciąga i pozostawia impresję ideału. W przypadku gier komputerowych, książek czy filmów, "magią" jest moim zdaniem fabuła, historia przedstawiona w danym dziele.
ME3 jest kontynuacją wątków ze wcześniejszych części. Galaktyka staje na rozdrożu, Życie organiczne staje na rozdrożu - filozoficznym i fizycznym "być, albo nie być". Armia maszyn odnalazła wreszcie sposób na opuszczenie mrocznej części kosmosu ("dark space") i rozpoczęła realizację ostatniego etapu tzw. 'Cyklu' (co pięćdziesiąt tysięcy lat powrócić i zniszczyć całe inteligentne życie niesyntetyczne).
Po raz pierwszy jednak, w ciągu milionów lat realizowania tego arcy-planu dewastacji, nie zdarzyło się jednak, by opór ze strony życia, był tak zaciekły jak tym razem: połączone siły Ludzi, Turian, Asari, Salarian, Krogan, Quarian, Elkorów, Hanarów, Volusów i całej reszty, pod niepisanym przywództwem Komandor/a Shepard, robią co tylko się da, by zmienić bieg dziejów.
Na drodze do zjednoczenia stają konflikty, takie jak np. wojna Quarian i Gethów. Konieczne także będzie rozwiązanie kwestii Genofagium (strategia wojenna polegająca na ogromnym ograniczeniu populacji Krogan, przez ingerencję w ich procesy biologiczne). Jakby tego mało, coraz agresywniej miesza szyki pro-ludzka organizacja, Cerberus, która pokazuje teraz pełnię swego oblicza, a mianowicie chęć przejęcia władzy, nad galaktyką za wszelką cenę.
Mimo tych problemów, są jednak nadzieje, jak choćby ta, że odnalezione na Marsie plany, pewnego urządzenia (zgodnie nazywane tutaj 'Crucible'), nad którym pracowali, Między innymi Proteanie, pozwoli na zwycięstwo.
Chcąc to zmieścić w jednym zdaniu: zadanie stojące przed Shepard, wydaje się po prostu niemożliwe - jednakże brak prób, to oczekiwanie zagłady i utrata, kolejnych pięćdziesięciu tysięcy lat rozwoju, przedstawionego wszechświata.
Postać, którą kierujemy, im dalej zajdzie, tym bardziej odczuwa zmęczenie i wyniszczenie wojną. Koszmary mieszają się ze wspomnieniami, tych którzy zginęli. Komandor przeżywa pewne zwątpienie, jednakże Przyjaciele jak i (być może) Jej/Jego druga połówka, dodają otuchy w ciężkich chwilach.

I dotąd opowieść jest zrealizowana sensownie, mamy próbę zjednoczenia i naprawy, w walce o wspólną przyszłość. Dalej już nie jest tak ciekawie.

Cerberus, zaczyna zachodzić za skórę coraz to bardziej, wychodzą na wierzch kolejne ich intrygi, które spływały i spływają krwią wszystkich, których w ich mniemaniu można wykorzystać. Tuż przed ostatecznym kontratakiem na Ziemię, będzie nam dane rozwiązać tę kwestię, nie ostatecznie jednak.
A Ziemia? przedstawiony Londyn, spowity w mroku i gruzach staje się po prostu rzeźnią, która prowadzi, do odkrycia tego, co stoi za Żniwiarzami i Nonsensu trwającego miliony lat.

Niespełnione obietnice, epitafium "nic z tego".
"Mass Effect", miał w zamierzeniach stać się nowym "Star Wars", miał być nawet lepszy. Poprzedniczki nie miały jednak tego, co mogłoby stanowić kamień milowy i zarazem podporę dla tych planów, a "trójka"?, po prostu zawodzi.
✟ Mieliśmy nadzieję, na zwiedzenie planety Turian (Palaven), czy każdej innej planety rodzimej dla danej rasy - nic z tego. Otrzymaliśmy bardzo ograniczone obszarowo lokacje i brak możliwości poznania ich w większym stopniu.
✟ Mieliśmy otrzymać większą mobilność i interakcję z otoczeniem - nic z tego. Dalej wszędzie wokoło, skrypty ograniczające eksplorację, dalej niewidzialne ściany, dalej prowadzenie za rączkę, dalej klikanie tam, gdzie twórcy sobie tego życzą i nigdzie indziej.
✟ Mieliśmy otrzymać trzymającą za serce i wartką akcję - nic z tego. Po prostu ciągłe hordy super-twardych potworów, pojawiających się gdzie popadnie, którym większe szkody wyrządzają animacje, niż nasze mozolne klikanie.
✟ Mieliśmy otrzymać rozmach, a tymczasem grafika i fizyka, mają problem z sensownym działaniem, w dwutysięcznym dwunastym roku.
✟ Mieliśmy otrzymać więcej RPG - nic z tego. Brak takich podstaw, jak rozwinięte dialogi, czy ciągłe zgadywanie co postać ma na myśli, przez skrótowiec w polu wyboru, po prostu boli. RPG, to nie ograniczenia, a tutaj to norma.
✟ Mieliśmy nie oglądać więcej wszędobylskich ekranów wczytywania - nic z tego, są wszędzie.

alt
Największy błąd, epitafium fabularne.
A jest nim epilog, zakończenie - przysłowiowa wisienka na torcie. W tym przypadku, wisienka została skradziona, nie udało się jej skosztować.

✟ Taki szmat czasu, przez trzy części, aby Komandor mogła/mógł przeżyć i zrobić coś dobrego dla wszystkich, tylko po to, aby twórcy zaserwowali nam jak to się mówi "mambo-dżambo" i zabili ją/go w ostatniej króciuteńkiej scence. Bo tak, w większości przypadków Shepard oddaje własne życie. Wyjątkiem, są sytuacje, kiedy z trzech głównych zakończeń, nie wybierzemy "syntetyzującego wszechświat" ORAZ, musimy mieć odpowiednią siłę armii, którą gromadziliśmy od początku (co wymusza poniekąd branie udziału w rozgrywce wieloosobowej, bądź wykorzystanie programu, do zmian zawartości plików zapisu).
✟ Jeśli wybierzemy klarowne zakończenie, to albo oddalamy Żniwiarzy na czas nieokreślony (pomimo rzekomego przejęcia nad nimi kontroli), albo niszczymy prócz nich, naszych RZETELNYCH sprzymierzeńców, czyli EDI, rasę Gethów i prawdopodobnie wszystko inne, co ma w sobie elementy sztuczne, syntetyczne.
✟ Epilog jest BARDZO krótki - kilka scen bez sensu, napisy, a po nich dodatkowo, jeszcze kilka kolejnych scen, które są równie nielogiczne. Nie wyjaśnia się tutaj praktycznie nic, jesteśmy zostawiani z masą pytań bez odpowiedzi i własną złością.

TAKI epilog, spowodował bardzo wiele protestów wśród graczy, a już z pewnością lawinę krytyki. Odbiorcom, nie podoba się podobnie jak mnie, że stworzono kolejną idealną postać, która "stała się legendą", następnie ją (ponoć oficjalnie) uśmiercono i nie wyjaśniono żadnego innego wątku. Mgliście, Niezrozumiale, Byle jak.
Twórcy gry, przerywając w końcu milczenie, nie mogli wyjść z podziwu dla siebie samych, za "~fantastyczną" robotę, pełną "refleksyjnej głębi". Wydaje się jednak, że olbrzymi wieniec wawrzynu (budowany, od czasu premiery ME1 w 2007), spotkał się szybko, z zimną ścianą dezaprobaty i ekipa BioWare zmieniła nieco swój ton uniesienia, na rzecz obietnic.
Studio zobowiązało się, w pewnej przyszłości wydać materiał rozszerzający kłopotliwy element "trójki". Mówi się o dodatkowych scenach (co potwierdzają aktorzy, podkładający głos dla postaci z uniwersum), ale także, o nie ingerowaniu, w sam system zakończeń sagi (całkowicie pewne, to raczej nie jest). Ile procent "cukru w cukrze" będzie w tych zapewnieniach, dowiemy się jeszcze, przed końcem naszego świata.

Gameplay, czyli rozgrywka.
Sposób rozgrywki jest identyczny z tym, który można poznać w "Mass Effect 2". Otoczenie poznajemy zza pleców główn/ej/ego bohater/ki/a, biegając gdzie tylko się da. Sterowanie, nie stwarza problemów, dzięki czemu laik szybko opanuje podstawy i będzie mógł bardziej śmiale, podjeść, do kolejnych wyzwań.
Dostępnych lokacji jest bardzo niewiele, nie są rozbudowane i do tego ograniczone (choćby masą niewidzialnych ścian). Wraz z postępem fabularnym, uzyskuje się możliwość podróżowania, do kolejnych miejsc. Gra sama w sobie, jest zbudowana w sposób taki, aby przechodzić jak "jak po sznurku", nie ma możliwości zabłądzenia - z jednej strony to zaleta, z innej wręcz przeciwnie.
ME3 korzysta domyślnie z trzech trybów, których poszczególne opisy prezentuję poniżej:
1) eksploracja (po prostu zwiedzanie odblokowanych obszarów, przy jednoczesnym braku możliwości przełączenia się manualnie, do trybu walki).
2) konwersacja (kamera zmienia swoje położenie, pokazuje twarze rozmówców i wprowadza animacje, albo następuje krótka wymiana zdań/bądź monolog, bez dodatkowych efektów wizualnych).
3) walka (automatyczny tryb, uruchamiający się z chwilą, kiedy w zasięgu - niekoniecznie wzroku - pojawi się jakiś nieprzyjaciel. Tylko wtedy można korzystać z mocy, umiejętności oraz broni).

Wzajemne oddziaływania w prezentowanym tutaj produkcie, niestety nie stoją na wysokim poziomie. Przede wszystkim jest ich mało. Stołek pozostaje martwą teksturą, nie przykucnie się, a nawet nie będzie dane wykonać skoku (choć twórcy w zapowiadali rewolucje pod tym względem). Nie zamienimy nawet słowa, z żadną postacią, której nie mamy wyraźnie oznaczonej, a jeśli już możemy, to niewiele można powiedzieć.
Jest bardzo biednie, poczuć się można zupełnie jak plama oleju na wodzie, brak podstawowej interakcji ogranicza action-rpg, spłyca tematykę, do action.

Główna część ME3, to rozwałka, którą prowadzić pomaga, niewielki arsenał oraz pancerz - oba te elementy można nieznacznie zmodyfikować, przy użyciu odpowiednich akcesoriów (można je znaleźć w trakcie eksploracji galaktyki, bądź po prostu kupić). Skalowanie sprzętu jak i przeciwników, pozwala się nie nudzić i trzeba za każdym razem mieć na uwadze, że "nie ma słabych przeciwników, są jedynie wolniejsi, bądź szybsi. Setki tysięcy wydanych kredytów, wcale nie oznaczają przewagi na polu bitwy.

Kwestia skuteczności broni zadziwia, po bliższym zastanowieniu, ponieważ kiedy my możemy wyzbyć się całej amunicji, aby położyć trupem agresora, tak w trakcie przerywników filmowych, eksterminacja wydaje się mocno spotęgowana. Jak zwykły żołnierz jest w stanie zabić swój cel, oddając kilka strzałów z karabinu, kiedy my wiemy, że ten sam oponent potrafi "zjeść" kilka magazynków? Nie trzyma się to kupy, ale z pewnością robi wrażenie (może Shepard korzysta ciągle ze ślepej amunicji?).
Pancerz ma się podobnie. Możemy głównie zmieniać jego barwę, ponieważ dodatki doń, nie robią szczególnej różnicy. Jest też możliwość zakupu innych osłon, ale bez możliwości ich rozwijania, czy nawet zmiany barw.

Na naszej drodze, ogółem staną dwie grupy przeciwników:
I - Żniwiarze (dwa typy: pierwszy, to właściwi Żniwiarze, czyli "te wielkie paskudy, co to walą do wszystkiego, co się rusza, TYM swoim czerwonym laserem" oraz drugi, to zmodyfikowani mieszkańcy galaktyki, potwory, którym już nie można w żaden sposób pomóc).
II - Cerberus (ofiary polityki "usprawniania" ludzkości, głównie piechota, czasem wspomagana ciężkimi maszynami i obecnością inżynierów bitewnych).

Walka jest zaciekła, ale przy tym liniowa. Wróg zawsze stosuje metodę przewagi liczebnej i napierania na pozycje drużyny Komandor/a. Są przypadki, kiedy wygrana z nimi jest praktycznie niemożliwa, z uwagi na ciągły spawning; w takim przypadku, albo czeka się na aktualizacje zadania, albo wykonuje jego kolejny krok. Takie sytuacje, są groźne zwłaszcza dla kompanów, którzy odznaczają się niską inteligencją; ot potrafią stać jak przysłowiowe kaczki, póki nie łupnie w nich coś, co zmusi ich do zmiany pozycji, bądź utraty przytomności. Trzeba mieć na oku co robią i ewentualnie zweryfikować ich pozycje poleceniami (system komend jest taki, jaki był wcześniej - nic nadzwyczajnego, czy skomplikowanego).

Interfejs wydaje się uproszczony, w stosunku do "dwójki" (w niewielkim stopniu). Na pewno nie byłem w stanie ustawić sobie konkretnej umiejętności, pod konkretnym przyciskiem i musiałem jej szukać w pasku liczbowym, albo tzw. "aktywnej pauzie". Poza tym żadnych rewolucji, da się wytrzymać (choć miejsce wyświetlania się informacji, wydaje się nietrafione - lewy dolny róg). Ponadto proces szybkiego zapisu, jest zbędnie wymieszany z auto-zapisem i jeśli kliknąć szybki odczyt (F9), to często potrafi załadować, niepożądany przez gracza status (efekt tzw. punktów kontrolnych), bywa to irytujące, szczególnie podczas badania systemów gwiezdnych.

Niemal całość rozgrywki (w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach), polega na bieganiu po wyznaczonych korytarzach, do tego dochodzi jeden raz, kiedy będzie można pobawić się ciężkim robotem ATLAS oraz chyba cztery razy tzw. "celowniczek", polegający na obsłudze ciężkiego działka przeciwpiechotnego.
Miłą odskocznią od zgiełku potyczek, było zawsze skanowanie galaktyki, w poszukiwaniu "złotych kalesonów". W "Mass Effect 3" rozglądamy się za niewielką ilością przedmiotów, potrzebnych do zadań, a także za paliwem i kredytami. Wszystko "leży" sobie i czeka cierpliwie, a ponieważ wydaje się to zbyt piękne, dołożono pewne ograniczenie. Zamiast uciążliwie wolnego skanera planet, uraczono nas obecnością Żniwiarzy, w większości systemów gwiezdnych. Poszukiwania wyglądają w sposób taki, że wpierw statek - jak nietoperz - stosuje rodzaj "sonaru", który z kolei wskazuje lokalizacje obiektów zainteresowania. Wystarczy wtedy podlecieć i zatwierdzić co trzeba. Problem polega na tym, że fale "sonaru" zwabiają jednostki nieprzyjaciela, z którymi nie można w żaden sposób się rozprawić - trzeba uciekać. Raz opuszczony system, będzie przez pewien czas patrolowany, przez zaalarmowanych Żniwiarzy. W takim wypadku, trzeba sobie odpuścić, Albo żwawo wlatywać, migiem szukać i równie prędko rejterować.

Jak to już było, w tle działa system poziomów, który rozdaje punkty. Im więcej punktów, tym bardziej możemy rozwinąć, bardzo skromne i w połowie nieprzydatne moce/umiejętności/, nawet zdrowie. Arytmetyka, arytmetyką, a fakty faktami - bez ciągłej uwagi, system ME3 szybko pokaże nam, że duże liczby, nie oznaczają wcale, bycia herosami. Jak już wspomniałem, ostrożność w czasie potyczek jest przydatna. Zastanawia mnie natomiast, dlaczego twórcy po raz kolejny postawili, na układanie drzewka umiejętności, u postaci, która została zaimportowana? Prawdopodobnie, aby rozszerzyć tematykę rpg - ale czyż nie wydaje się to, co najmniej dziwne?

Grafika.
Od począwszy części drugiej, strona wizualna uległa znaczącej poprawie. Modele jak i tekstury odznaczają się większą ilością detali, jest barwniej ale i ładniej. Problem polega na tym, że jest to ZŁUDZENIE, iluzja, gdyż, im bardziej zaczniemy manewrować myszką, przybliżać, bądź oddalać wybrane obiekty w zasięgu wzroku, tym więcej zobaczymy nijakich, rozmazanych i udziwnionych pikseli.
Moim wyznacznikiem tekstur, od pewnego czasu pozostają rośliny, ponieważ twórcy gier bardzo często pokazują właśnie na ich przykładzie, jak niewiele mają wyobraźni. Najpopularniejszym obecnie błędem, jest tworzenie płaskich kilku-barwnych tekstur, nałożonych na siebie pod różnymi kątami i dodanie do nich efektu kołysania (tzw. wiatru). Tutaj wcale nie jest ciekawiej..

alt
Anthurium, zwane także u nas "językiem teściowej", to piękna roślina. Niestety, nie w "Mass Effect 3". Niezgrabne kształty, część zielona "z kosmosu", kiepskie cieniowanie i trójwymiar.
Modele (twarze) z kolei, mają ten mankament w ME, że od początku do końca odnosi się wrażenie, że niektóre postacie, to kukły, sztywne i gładkie. Przykładem może być w "trójce" Joker, nasz główny pilot. Jego twarz wydaje się dziwnie spięta, powieki sklejone, przypomina manekina wystawowego. Popatrzmy na wprowadzający przerywnik filmowy w "trójce", mając świeżo w pamięci część drugą - łatwo znaleźć różnice. Widzimy maski, nie twarze, a dodając do tego nienaturalną motorykę, otrzymujemy iście "kosmiczną produkcję".
Trzymając się jeszcze chwilę wątku wyglądu postaci, warto zwrócić uwagę na mechanizm kreowania naszego Sheparda. Klasycznie, opcji wyboru jest mało, czego wynikiem, jest częste spotykanie klonów (co najmniej kilka razy będąc na Cytadeli, zdarzyło mi się mijać npc-ta, łudząco podobnego do Komandor/a). Nie wiem, co stało się ekipie BioWare, od czasu wypuszczenia "Dragon Age: Origins", który pod tym względem po prostu wymiatał (co w połączeniu, z wydanym później Toolsetem, zaowocowało setkami możliwości w poszczególnych menusach). Tak czy siak, mamy możliwość naniesienia poprawek do własnego profilu i niestety, ale pod tym względem lepiej było w "Mass Effect 2".

Składając opinię na temat estetyki w jedną całość, nie można być jednak wyłącznie zawiedzionym. Co numerek, gra wygląda lepiej, a przynajmniej twórcy starają się, aby było lepiej - szkoda, że proces jest ślamazarny, jednakże lepsza powolna poprawa, niż marazm, bądź wstecznictwo.

Udźwiękowienie i Dialogi.
Muzyka w serii "Mass Effect", jest jedynym elementem, na który od początku do końca nie powiem złego słowa. Trzecia odsłona zawiera sporo przerobionych kawałków z poprzedniczek, kilka w całości zaimportowanych, a także odrobinę nowości - wystarczy w każdym razie, aby nie zawieść. Pozostaje niedosyt takich perełek, jak sztandarowa nuta z "jedynki", czyli oczywiście "M4, Pt. II", autorstwa "Faunts". Ten kawałek powodował, że można było nudne napisy końcowe przeboleć parokrotnie (a w tle rozgrywki, brzmi/ał iście kosmicznie). Co prawda wspomniany zespół nagrał coś dla "trójki", ale nie ma to TEJ siły przebicia, słucha się ów "cosia" bez specjalnych emocji.
Dialogi są napisane dobrze, dobrze też brzmią. Nie było tutaj odczucia deficytu aktorów, jak chociażby w produkcjach studia Bethesda (np. "Skyrim"). Jedyne ich minusy (i to duże) są, za niewielką ich ilość oraz za kiepskie menu wyboru (zawsze koło czterech opcji, zawsze skrótowo, przez co trzeba się domyślać co postać ma na myśli i co rzeczywiście powie, jaka będzie reakcja drugiej strony).

Résumé.
"Mass Effect 3" miał rozpocząć się bombą, miał przebiegać bombowo, miał skończyć się bombą, tymczasem przygotowane materiały wybuchowe skradziono, bądź Hackett zarekwirował je do budowy 'Crucible'; nie było nic godnego na miarę La grande finale - zresztą oceny międzynarodowych portali zajmujących się recenzowaniem, to potwierdzają - nie ma dziesiątki, jest dziewięć z hakiem, czyli za mało..
BioWare, reklamuje się jako studio, które bierze pod uwagę opinie wielbicieli i kreuje produkty takie, jakie wielbiciele chcieliby. Podobnie jednak, jak w przypadku "Dragon Age 2", pokazano, jak niewiele te reklamy znaczą oraz, że spieprzyć efekt wypracowany wcześniej, to żaden problem. Przykładem tego niecnego procederu, będzie choćby skanowanie planet. W "dwójce" trwało to niemiłosiernie długo i gro osób na nie narzekało; w "trójce" natomiast, skanowanie jest JESZCZE wolniejsze - i na co nam tłumaczenie, że jest tak tylko dlatego, że poszukuje się teraz jednego obiektu, a nie kilku/nastu? ma to zrobić na nas wrażenie? nie robi, na pewno nie na autorze tego przeglądu.
Podobnie zagrano entuzjastom na nosie, nie wypuszczając Toolseta dla jakiejkolwiek części - stąd też modyfikacji jest bardzo mało i o ograniczonym zasięgu. W mojej ocenie, to duży błąd, jeśli brać pod uwagę, że mierzy się naprawdę wysoko (detronizacja "Gwiezdnych Wojen"). Czyżby producenci BioWare twierdzili, że tylko ONI MOGĄ rozwijać galaktyczne uniwersum? a może jest to odmiana marketingu? na razie nie wiadomo.

ME3, które ja sobie wyobrażałem, to galaktyka otwarta, wolny wybór podróży i zwiedzania planet (a już na pewno tych głównych). Możliwość brania udziału w wojnie na wszystkich frontach, mozolne odbijanie świata po świecie z rąk przedstawicieli Żniwiarzy, tak by walka na Ziemi była wisienką na torcie (KOLEJNĄ) i próbą silnej woli pomiędzy Shepardem, a przywódcą najeźdźców, Zwiastunem. Wszakże Żniwiarze nie musieli/muszą wykorzystywać specjalnych strategii ofensywnych, skoro korzystali/ją z arogancji jako napędu (i WIELKIEGO CZERWONEGO LASERA).
Następnie interakcja, która oryginalnie kuleje. Praktycznie tylko chowanie się za osłony i poruszanie w ich obrębie jest przydatne, choć nie w nadmiarze (gdyż nadmiar zabija, kiedy przykładowo wydamy polecenie ukrycia się, a postać przeskakuje osłonę/przykleja się do innej, ginąc na miejscu).
Póki co, nie ma możliwości zgubienia się, nawalenia - zawsze jest jedna droga, zawsze jedne drzwi da się otworzyć, a jak nie, to skrypt grzecznie czeka. Kolejny błąd - co jak skrypt nawali? mnie TO się zdarzyło parokrotnie; co skończyło się na wczytywaniu zapisu (bo głupio przyznać, że wszechświat upadł przez niedopatrzenie programisty).
Dalej mamy czyste rozwijanie postaci - ja bardzo przepraszam, ale rozwijaliśmy naprawdę spore drzewko umiejętności w części pierwszej, praktycznie po nic, gdyż w "dwójce" zaczynamy od początku (co akurat było logiczne z uwagi na stan Komandor/a) - no ale w trójce co? nagła AMNEZJA!; układamy to wszystko kolejny raz, od nowa, chyba tylko po to, aby system poziomowania miał sens. Nie, takie robienie wariata zarówno z postaci, jak i gracza nie powinno mieć miejsca, a ma.

Zostańmy jeszcze chwilę w sferze marzeń..
Więc moglibyśmy zwiedzać, wojować, zbierać renomę i sojuszników, a po wygraniu kolejnych małych kampanii, usiąść i napić się czegoś, co zwaliłoby z nóg (co w pewnym ograniczonym sensie, było dostępne w ME2). Rozwijalibyśmy także nasze predyspozycje, stając się coraz to bardziej groźni dla Żniwiarzy, na co odpowiednio by reagowali, uruchamiając stopniowo swoją strategię. Jak mogliby? A choćby Prosto, kiedy nie można dobrać się, do źródła problemów, to trzeba uderzyć przez jego powiązania (polowanie na towarzyszy, byłych i obecnych, próba wykorzystania ich, do pozbycia się Sheparda - Jarvik opowiada przecież jak stracił swoich przyjaciół).
A co pomiędzy wojną i samo udoskonalaniem? Cytadela, od początku do końca dawała możliwości, dla entyliona pobocznych zadań czy zwiedzania - serce społeczności galaktycznej, nierozwikłana sieć tajemnic. Mimo to, uraczono nas paroma lokacjami, gdzie tak naprawdę nic się nie działo ciekawszego - ot "przynieś, podaj, pozamiataj". Postanowiono zrobić mały woreczek, wrzucić do niego n poznanych postaci i udawać, że jest dobrze. "Ta galaktyka jest baaardzo mała" - to jest kwintesencja.

Dwa dni - tyle u mnie trwał "Mass Effect 3". Produkcja trwała wiele miesięcy. Czy tylko ja widzę tutaj zależność, dość kuriozalną? Co to za robota była, która pochłonęła TYLE środków, a dała tyle efektu? Od razu przed oczyma staje nam nasza Polska Droga (każdy odcinek, za milion złotych, a nawierzchnię po roku pokrywają koleiny i pęknięcia). JAK to się mogło stać, że TAKA produkcja wieńczy kilkuletnią sagę?
Moje zdumienie, wyrazi jedynie wolna parafraza Horacego:


Stawiłem sobie pomnik ze cukru.
Od królewskich piramid z dala;
Deszcz go trawiący,
Wody mi słodkiej do łba nalał.

Dla wielu, opisywana tutaj gra jest, cytuję, "epicka" i niewielu recenzentów, ośmieliło się rozwinąć kwestię minusów produkcji. To mnie dziwi, gdyż działa to mobilizująco na dane studio, zamiast poprawić, osiądzie na laurach. Czy mogę?, czy mam prawo wymagać więcej? Odpowiedź jest oczywista: Tak, ponieważ wiele wody już upłynęło, wiele tytułów się przewinęło, a pomiędzy nimi niekiedy prawdziwe perełki, o których mówi się przez całe lata.

Mimo to, mam cichą nadzieję, że z "Mass Effect" powstanie coś nowego (ponoć ma powstać, podług pogłosek), coś co zmieni ten stan rzeczy i uda się im pokonać Dżordża Lukasa, życzę szczerze powodzenia.


Addendum I
Gra wieloosobowa.
Dlaczego na koniec przeglądu zostawiłem kwestię, którą ME3 obecnie żyje? Ponieważ sam, nie biorę w tym udziału, zawsze traktowałem serię jako opowieść i tak zostało.
Po obserwacjach, przeprowadzonych głównie na forum serwisu gamewalk.pl, odnoszę wrażenie, że cała idea wieloosobówki, to po prostu (jak ktoś ujął) "rzeź". Z masakry wypływają punkty, które co jakiś czas są sumowane przez BioWare, w postaci odpowiednio wpasowanych w konwencję statystyk.
Rozgrywka, to wybór serwera, drużyny, planszy no i rasy (własny profil), reszta, to kwestia sprawności połączenia internetowego i własnej percepcji.
Ponadto pojawiają się do tego trybu, różne dodatki oraz przywileje, które rozszerzają (ponoć) grę klasyczną, jednoosobową. Jest to ukłon w stronę trendów i za razem wypięcie się w stronę tych, którzy za trendami nie przepadają/nie nadążają.
Trzeba jednak przyznać, że zamysł pasuje - wielka wojna, wiele osób biorących w nich udział. Biedni Żniwiarze, muszą się zmagać z tak potężną siłą :).
Komentarze [0]Ifrexalis

reCaptcha 13.3.2012
Cudowny dodatek google był cudowny, kiedy google nie położył na nim swoich łapek. Teraz jest niecudownym i nieczytelnym dodatkiem z mt.view - usunę go w najbliższej przyszłość, komentujących przepraszam za niego.
Komentarze [0]Ifrexalis

Mass Effect 3, pierwsze wrażenia 08.3.2012
Zachciało mi się pisać po wypróbowaniu najnowszej odsłony serii Mass Effect.

Od początku do końca miałem podejrzenia, że krótki okres produkcji przełoży się na większy zawód (gdyż "perfekcja wymaga czasu") i niestety moje obawy okazały się w sto procentach słuszne - ME3 po prostu wydaje się słabe.

Fabuła.
Ciąg dalszy po tym co było, Shepard zebrała drużynę, udała się (u mnie Ona) do serca galaktyki i powiększyła tamtejszy cmentarz o parę nowych wraków. Jakiś czas potem była zmuszona zniszczyć jeden z systemów Batariańskich, aby nie dopuścić do inwazji Żniwiarzy na kompletnie nieprzygotowanych sojuszników w nadchodzącej wojnie.
Zaczynamy na Ziemi, gdzie o dziwo coś już kojarzą i nawet chyba wierzą w oczywistość. Punktem kulminacyjnym spotkania z urzędasami jest 'absolutnie nieoczekiwana' inwazja sił Żniwiarzy. No i zaczyna się walka, zegar zaczyna tykać.
Gameplay.
To samo co w Mass Effect 2 - dodano jedynie kilka efektów, jak skok za przeszkodę czy skok nad rozmaitymi rozpadlinami, dziurami, etc.. Normalny skok nie istnieje co w tym momencie jest szczytem bezczelności. Myślałem, że idąc popularną maksymą "biali nie potrafią skakać" coś osiągnę, ale niestety zmieniając odcień skóry postaci efekt był ten sam - czyli brak. Ot programiści poradzili sobie z wszędobylskimi niewidzialnymi ścianami starą utartą metodą blokady lokomocji postaci; idziemy tam gdzie programiści chcą, czy nam się podoba, czy nie (a najlepsze jest chodzenie z wyciągniętą krótką bronią - jak robot).
Po pierwszej misji miałem odczucie, że gra jest przeznaczona dla debili: idź, schowaj się, zabij falę przeciwników, znajdź, odeprzyj n-fali przeciwników póki pomoc nie nadejdzie. Sztampa. Oczywiście nie przemawia do mnie tłumaczenie, że "to samouczek", ponieważ gra miała być płynnym przeskokiem po swojej poprzedniczce i poza tym istnieją w opcjach poradniki. Celowano w większy zasięg odbiorców, w pieniądze.
Przechodząc kolejne dwa etapy powoli zacząłem zasypiać. Tępa rozwałka plus brak jakiejkolwiek konkretnej interakcji z otoczeniem. Możemy jedynie otworzyć bardzo wąskie grono drzwi, schować się za przeszkodami i czasem w coś kliknąć (zgubione PDA, czy jakąś konsolę/włącznik). Innymi słowy prowadzą nas za rączkę i pod rączkę.
Grafika i Interfejs.
Odrobinę ulepszona w stosunku do części drugiej. Gdzie tekstury ładne, tam ładne (czyli tam, gdzie się poruszamy) - reszta przeraża.

- lepsze tekstury widywałem z dziesięć lat temu -alt

Najbardziej zbił mnie tutaj z tropu wygląd postaci. Po transferze bohatera okazało się, że wygląda jak jakiś Marines po przejściach, twarzyczka żywcem wyciągnięta z takich tytułów jak choćby Quake 4 (kurdupel z kwadratową, otyłą maską). Także na początek użerałem się z kośćmi policzkowymi, by w końcu dać sobie spokój. Opcji i tak jest mało, posiłkowałem się ostatecznie uwidacznianiem cech szczególnych. Panna Shepard wygląda jak po zabiegu zmiany płci, ale nie moja wina. Boli, że fryzury są do kitu, nie zauważyłem tej z okładki i reklam.
Interfejs z kolei to to samo co było poprzednio. Zniknęło kilka poleceń w menu, dodano parę nowych - nic ciekawego.
Efekty i Udźwiękowienie.
Cudów nie było. Ja liczyłem na spektakularne wejście Żniwiarzy na naszą litosferę, a zobaczyłem parę wybuchów, kiepską fizykę i brak rozmachu. Może dalej będzie lepiej.
Jeśli o stronę audio chodzi, jest jak było, pozytywnie - nie ma się co przyczepiać.
RPG.
Żeby nie było wyłącznie terminacji i anihilacji, potrzeba finezji i pomysłów. Tutaj tego jest tyle, co kot napłakał. Dialogi są totalnie zubożałe, dwie, czasem trzy opcje i ciągłe domysły "co tak naprawdę zaraz powiemy". Shepard nadal jest prześladowana przez diabełka (renegat) i aniołka (idealista) i na podstawie tych dwóch czynników budowana jest nasza reputacja (czyli taki słupek w menu). Jeśli ktoś myślał, że dostanie mnogość jak chociażby było to zrobione w "Dragon Age: Początek", zawiedzie się srodze. Mamy "Tak", mamy "prawie Tak". Żadnych swoich wymysłów, żadnych "Nie".
Elementy RPG, to lekkie rozwinięcie systemu punktacji drużyny, systemu ekwipunku i zbieranie exp, tam gdzie dokładnie twórcy sobie tego życzą oczywiście.
Wnioski. Mieliśmy zacząć od porządnego pieprznięcia, a zaczynamy od budowania tego samego po raz trzeci. Po imporcie statusu z poprzednich części serii musimy od nowa rozkładać punkty, od nowa potwierdzać wszystko, a nawet od nowa zbierać kolekcję makiet do kapitańskiej kajuty w Normandii, bo jakiś cymbał wpadł na pomysł np. porozrzucania ich na różnych poziomach statku i wymusić ponowne jego "zwiedzanie" tym samym (niewiele się zmienił, głównie mamy indoktrynację ze strony Przymierza, do którego Shepard czy chcemy czy nie, klei się niczym mucha do lepu). Ogólnie odnoszę wrażenie, że główna twarz Mass Effect jest całkowicie posłusznym przedmiotem, któremu nie dane jest wypowiedzenie własnego zdania i własna inwencja twórcza. My, po prostu naciskamy przyciski mając nadzieję, że jest inaczej.
A jeszcze zdanie na temat importu postaci. Przejdźmy sobie jedynkę i dwójkę w stu procentach - dostaniemy w trójce wyższy poziom na początku i więcej punktów do rozlokowania - śmiech na sali.

Prawda w oczy kole. BioWare rzekł raz, że chce swoim produktem dorównać i prześcignąć Star Wars (Gwiezdne Wojny), jednakże publikacją ME3 wyraźnie dał do zrozumienia, że te nadzieje są płonne i nie do zrealizowania w najbliższej przyszłości. Może gdyby BioWare biorąc przykład z Blizzardu przyhamowało z publikacją, póki produkt nie stanowiłby kamienia milowego, może wtedy mógłby mieć szansę pokonania Imperium Vadera i spółki, póki co mrzonki.
Mass Effect dostanie ode mnie ogólny przegląd kiedy skończę się męczyć z trójką. Póki co totalnie mnie stan rzeczy zawiódł.

PS. największy zonk: zjeżdżam na najniższy pokład Normandii, rozmawiam z gościem od między innymi pilotażu i pytam o jego rodzinę. Dowiaduję, że gdzieś tam miał.. męża. Rzygać się chce od coraz bardziej eksponowanego homoseksualizmu.
Komentarze [2]Ifrexalis

Cytat dnia Plus zapowiedź 06.3.2012
nkjn:
"nie jest tez mozliwe zeby idioci rzadzili naszym krajem a jednak to robia"
- źródło.

Takie też odnoszę wrażenie, choćby po ostatnim wypadku na kolei (choć media wolą lansować słowo "katastrofa"). Pierwsze co pokazano na miejscu, to Tusk ze swoją zwyczajową miną, a zaraz potem Komorowskiego udzielającego wywiadów bandzie "dziennikarzy".
Polak mądry po szkodzie? niee.. ja sądzę, że za kilka miesięcy wszystko wróci do.. normy, pkp będzie dalej wiązało koniec z końcem i wciskało kit o szybkich i bezpiecznych pociągach. Choć to byłoby ciekawe - co by było, gdyby doszło do podobnej sytuacji, ale z udziałem pociągów innego typu, jadącymi z większą prędkością? tak jest, więcej ciał. Smutna prawda.
Polacy chcieli "liberalizmu" na siłę, chcieli budować nowy dom nie na solidnych fundamentach, ale na bagnie i dostali to. Co ma rząd do tego co się stało? wszystko, Polskie Koleje Państwowe..
Jeśli gospodarz nie potrafi zadbać o swój kurnik.. nie będzie jajek kiedy kury wyzdychają z brudu...ale zaraz?! no proszę: na własne jajka NIE MA VATU! czy to jakiś cud? nie, to po prostu brak odpowiedniego ministerstwa.

A co do zapowiedzi, skończyłem się męczyć z Fallout 1 i 2 i myślę, że skrobnę coś przyjemnego o całej serii.
Komentarze [1]Ifrexalis

nihil 29.2.2012
 
Komentarze [0]Ifrexalis

24.2.2012
Firefox + overflow + hidden + bug
Komentarze [0]Ifrexalis

Google 19.2.2012
I stało się to, co niektórzy przewidywali. Google po raz kolejny wdraża swój wynalazek na siłę; czy się komu podoba, czy nie. Najpierw Buzz, potem nowy wygląd poczty, który promował się sam (bo sam się zmieniał), a teraz ogłoszenie w YouTube.
"7 marca 2012 r. nowy wygląd zostanie wprowadzony we wszystkich kanałach."

Nie, dla mnie Google było, będzie i pozostanie wyszukiwarką. Zainwestują w kampanię reklamową kolejne miliony dolarów?, nie przekonają mnie, iż po mleko powinienem udać się do apteki - nie jestem Kaczką Dziwaczką.


Jeśli nowe w ich zamyśle jest lepsze, to raczej powinni także logo zmienić, może takie google?alt


I dlatego swoje konto Google siódmego marca zamknę i wyślę formularz jego usunięcia. Ciekawe czy ktoś myśli podobnie?
Komentarze [0]Ifrexalis

‹ poprzednie wpisy 1 2 nowsze wpisy ›

Content Management Powered by CuteNews